Pages Navigation Menu

Nauka, Rozum, Wiedza

Reklama

„Detox” = ściema

dr n. med. Maciej Zatoński

Detoks = ściema

Dziś omówimy jeden z najpowszechniejszych mitów w medycynie i popularne oszustwo pseudoterapeutyczne. Tak zwane „usuwanie toksyn”.

Moi pacjenci najczęściej stosują tzw. „woskowanie uszu”. Lekarze innych specjalności spotykają częściej metody takie jak „plastry odtruwające” czy „kąpiele stóp usuwające toksyny”, „oczyszczanie” jelita, „usuwanie” złogów, „oczyszczanie” energii czy „detoksykacja organizmu”. Zasada jest taka sama – kup coś, zjedz coś, wypij coś co produkujemy, a w zamian w magiczny sposób twój organizm się „odtruje”.

Do usuwania toksyn z organizmu służy, że tak powiem, dupa. Osoby bardziej natchnięte medycyną odpowiedzą, że raczej wątroba i nerki – to tam bowiem odbywają się procesy odpowiedzialne za usuwanie z organizmu tego, co w nim niepotrzebne. Efektywnie – wszystko co zbędne ląduje w toalecie i atmosferze. I nie potrzeba do tego plastrów, świeczek, kamieni ani specjalnych pokarmów.

Z medycznego punktu widzenia „detoksykacja” to proces nagłego odstawienia substancji wywołującej negatywne skutki dla organizmu. Na przykład – jeśli łoisz codziennie wódkę, to zaprzestanie jej stosowania sprawi, że ropoczniesz „detox”. Jeśli miałeś sporo punktów doświadczenia w spożywaniu alkoholu – proces ten może wymagać pomocy personelu medycznego, przemysłu farmaceutycznego i psychiatry. Podobnie – jeśli żona karmi Cię cyjankiem, nagłe odstawienie trucizny sprawi, że twój organizm zacznie detoks. Sam. Bez łaski. Jak przesadzisz, czasami lekarz zaleci dializę, odtrutkę i takie tam. Ale uwierz mi (narazie na słowo) – to czy wpijesz do kolacji z cyjankiem szklanke soku z buraka, zjesz na deser pęczek kiełków rzodkiewki, wypijesz napój oczyszczający, przylepisz sobie plaster „odtruwający” czy połkniesz suplement diety – nie ma absolutnie żadnego znaczenia (chyba, że po soku z buraka – tak jak ja – zwymiotujesz; wtedy część spożytych toksyn może szybko opuścić organizm tą drogą, którą się do niego dostała). Odruch wymiotny bowiem, kaszel czy biegunka – to kolejne sposoby w jakie twój organizm pozbywa się (gwałtownie) tego, co uważa za szkodliwe.

Do rzeczy

Zacznijmy od najbliższego mi (z racji wykonywanego zawodu) „odwoskowania uszu”.

Uszy często zatykają się woszczyną (naturalna substancja ochronna), którą w prosty sposób usunąć kroplami do ucha lub (jeśli nie przynosi to oczekiwanych skutków) w gabinecie lekarskim.

Na wielu stronach internetowych można jednak znaleźć  „cudowne świece”. Świece te potrafią więcej niż Barack Obama, a opisy brzmią z reguły tak:

Świecowanie uszu jest to naturalny zabieg wzorowany na praktykach medycznych Amerykańskich Indian HOPI. Dzięki swej dużej skuteczności zyskał uznanie niemal w każdym zakątku naszego globu. Zabieg świecowania jest chętnie stosowany przez wysokiej klasy bioenergoterapeutów, zielarzy oraz w gabinetach odnowy biologicznej. Dzięki swej prostocie, zabieg świecowania może wykonać także każdy z nas w warunkach domowych.

Jeśli ktoś nie wie, jakim cudem te świece mają działać może przeczytać, że:

Podczas spalania się świecy Hopi wytwarza się podciśnienie w kanale usznym. Powstaje ono wskutek tzw. efektu komina i prowadzi do dostrzegalnej regulacji ciśnienia zatok. Ponad 90% pacjentów opisuje odczucie obniżenia ciśnienia, lekkość w okolicach uszu i w głowie jako główny efekt zabiegu. Ciśnienie krążące (tzw. prąd ciśnienia) dostarcza stężoną parę wzbogaconą ziołowymi substancjami do wnętrza ucha. Ponadto działanie podciśnienia podczas świecowania powoduje wyciągnięcie i usunięcie osadu i zanieczyszczeń z wnętrza ucha.
Podczas procesu spalania obudowa ze srebrnej blaszki przenosi łagodny, uspokajający prąd ciepła i olejków ziołowych do wnętrza ucha. Lokalnie dostarczone ciepło stymuluje punkty energetyczne ucha i powoduje prawidłowy obieg energii. Cały proces jest przyjemny i skuteczny. Każdy powinien spróbować tego zabiegu.

Źródło: Internet (strony producentów świec)

Źródło: Internet (strony producentów świec)

Co jeszcze możemy wyczytać na opakowaniu?

Na przykład to, że ta „wyjątkowa metoda” pomaga nie tylko „oczyścić” uszy z woskowiny, ale także likwiduje tajemnicze „podrażnienie zatok”, odstresowuje, dodaje energii, reguluje ciśnienie przy bólach głowy (!), a nawet poprawia „krążenie w uchu” – czymkolwiek ono jest. Potrafi także „cyrkulować prądy energetyczne” a nawet „aktywować limfę”. Oczywiście do tego wszystkiego – usuwa toksyny.

Gdybym ja miał w sobie toksyny, to na pewno chciałbym je usunąć!

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że świeczka – w przeciwieństwie do lekarza pierwszego kontaktu – doskonale leczy znane (oraz jeszcze nieznane) współczesnej medycynie przypadłości.

Takie wspaniałe produkty można mieć już za 20-40 złotych. W porównaniu do wizyty lekarskiej – taniocha. Tym bardziej, że „zwykły” lekarz nie potrafi  aktywować limfy…

Świece były wielokrotnie badane przez światowej klasy ośrodki medyczne i najlepszych specjalistów i naukowców na świecie. Nie tylko oceniano ich wpływ na subiektywną poprawę samopoczucia, ale także weryfikowano fizyczne podstawy działania świec do uszu. Wykazano brak jakiegokolwiek efektu i jakiegokolwiek działania – i z tego powodu zostały zarzucone jako metoda terapii przez rozsądnych lekarzy (publikacje i badania na ten temat znajdują się w bibliografii na końcu tego artykułu).

Sprawdźmy więc, czy te świeczki są czegoś warte!

Co badamy?

Według producentów świec działają one na dwa sposoby. Pierwszy polega na „efekcie komina” – podciśnienie wywołane konwekcją ciepłego powietrza podczas spalania się świecy zmienia ciśnienie w przewodzie słuchowym zewnętrznym. To podciśnienie powoduje „masowanie” błony bębenkowej i kanału słuchowego. Drugi efekt to rzekome pobudzenie woszczyny w uszach do parowania, co powoduje wyparowanie razem z nią wielu toksyn z organizmu.

Niektórzy twierdzą, że toksyny nie wychodzą z ucha, ale wydobywają się z organizmu innymi drogami – na przykład poprzez tajemnicze kanały energetyczne. Tak czy inaczej – sam możesz zobaczyć jak po wypaleniu świecy zostaje w niej „dziwne brązowe coś”. To coś – to rzekomo woskowina z twojego ucha i zawarte w niej toksyny.

Jak zbadamy?

UWAGA! Stosowanie świec może doprowadzić do ciężkich uszkodzeń ucha środkowego! Oparzenia gorącym woskiem spływającym na błonę bębenkową mogą spowodować trwałą głuchotę! Producenci świec zapominają o tym zwykle wspomnieć. Wykonując na sobie opisany poniżej eksperyment – robisz to na własną odpowiedzialność!
  1. Przekonaj się sam, czy producent Cię nie oszukuje. Wystarczy, że zapalisz „świecę do uszu” na przykład nad odrobiną kurzu na półce. Obserwuj dokładnie czy „efekt komina” powoduje zasysanie czegokolwiek spod świecy. Poeksperymentuj. I co zaobserwowałeś?Nic?Zanim polecisz do prokuratury albo do gazety – sięgnij po prace sprzed wielu lat. Już w 1996 roku opublikowano w czasopiśmie Laryngoscope (patrz: bibliografia) dowód na to, że w przewodzie słuchowym nie dochodzi do zmian ciśnienia po zapaleniu świec. Wykorzystano do tego celu zmodyfikowane urządzenia powszechnie stosowane w diagnostyce słuchu.
  2. Źródło: Internet (strony producentów świec)

    Źródło: Internet (strony producentów świec)

    No dobrze – wiemy już, że „efekt komina” to oszustwo. Nie powstaje żadne podciśnienie i nie występuje żadne „zasysanie”. A co z kanałem energetycznym? I co z tym „brudem” który ucieka z mojego ucha?

    Przeprowadzimy badanie porównawcze (kontrolne). Co to oznacza? Oznacza ono, że stworzymy dwa stanowiska badawcze, które różnią się tylko jedną rzeczą – tą, którą chcemy zbadać – czyli uchem 🙂

    W tym celu poświęcimy dwie świeczki. Robisz to oczywiście na własna odpowiedzialność! Sprawdźmy więc, czy to „brązowe dziadostwo” które zostaje po wypaleniu świecy pochodzi naprawdę z twojego ucha. Pierwszą świeczkę włóż do ucha, zapal i poczekaj aż się wypali (pamiętaj, że ryzykujesz uszkodzeniem błony bębenkowej!). Widać „brud i toksyny”.

  3. Teraz postaw drugą świeczkę w dowolnym miejscu – na przykład na stole. Jak chcesz być dokładny, możesz zbudować małą rurkę (która imitować będzie przewód słuchowy) i szczelnie przymocować do niej drugą świeczkę. Ta druga świeczka – to twoja „grupa kontrolna”. Jeśli chcesz zbadać czy „brud i toksyny” pochodzą z ucha, to druga świeczka (ta, która stała na stole) powinna być czysta po wypaleniu. I jak?Niestety okazuje się, że „brud i toksyny z ucha” zostają nawet jeśli świeczka stała daleko od czyjegokolwiek ucha. Czyli czymkolwiek jest brązowa substancja – nie jest to usunięta z ucha woszczyna!
  4. WERSJA DLA TWARDZIELI: Jeśli nie wierzysz i masz sporo odwagi – po prostu spróbuj jak smakuje twoja woskowina i porównaj to do smaku brązowej zawartości świec.
  5. Wiesz już, że to, co zostaje po wypaleniu świecy – nie jest woskowiną z Twojego ucha. Nie oznacza to jednak, że zabieg świecowania nie usuwa woszczyny! Musiałbyś sfotografować zawartość swojego ucha (np. endoskopem z dołączoną kamerą) przed i po zapaleniu świeczki. Wiedziałbyś wtedy jednak tylko tyle, że świecowanie nie usuwa woszczyny z Twojego ucha! Przecież może usuwać je innym osobom, a ty po prostu masz pecha!Doświadczenie, które przeprowadziłeś daje jedynie podstawy do tego, by sądzić, że „świecowanie” to oszustwo. Ale aby się przekonać, że to rzeczywiście nie działa – należy przeprowadzić badanie na ludziach: pozbierać ochotników z uszami zabrudzonymi woszczyną i sprawdzić na odpowiednio liczebnej grupie, ilu osobom świecowanie w czymkolwiek pomaga.Takie badania kosztują dużo czasu i pieniędzy. I były wielokrotnie powtarzane.Zapalenie świecy w uchu w żaden sposób nie powoduje zmniejszenia ilości woszczyny w twoich przewodach słuchowych.

Wnioski

  1. Woskowanie uszu to oszustwo.
  2. „Efekt komina” nie występuje w przewodzie słuchowym.
  3. Substancja pozostała po „świecowaniu” nie jest woszczyną i nie pochodzi z twojego ucha.
  4. Świecowanie uszu może doprowadzić do ciężkich uszkodzeń ucha związanych z poparzeniem błony bębenkowej przez gorący wosk.

Inne pseudo-odtruwacze

Druga popularną metodą wyłudzania pieniędzy są np. specjalne plastry „odtruwające”. Zwykle producenci tych cudów opisują ich działanie tak:

Plastry pochodzące z Japonii! Plastry te zawierają wyłącznie naturalne składniki. Są skutecznym, niedrogim i łatwym w zastosowaniu środkiem, który usuwa toksyny z organizmu.

Plaster, który wchłania toksyny z organizmu. Używa się go poprzez przylepienie go do podeszwy stóp. Plaster jest wypełniony octem drzewnym i innymi naturalnymi składnikami, które wchłaniają toksyny – ta metoda pozwala Ci zachować zdrowie.

Coś ci to przypomina? Chyba nie świeczkę do ucha?

Źródło: InternetWystarczy, że przylepisz taki plaster (podobny do torebki herbaty) do swojej stopy wieczorem, a jak obudzisz się rano przekonasz się, że plaster wypełniony jest brązowo-czarną substancją. Producent plastra twierdzi, że to toksyny. Tyle tylko, że to nieprawda.

Tym razem znacznie łatwiej się przekonać czy to za co płacisz faktycznie działa: jeden plaster na stopę, drugi do sterylnej (np. wygotowanej we wrzątku) szklanki. Na ten plaster w szklance wylej trochę wody – może być też sterylna (przegotowana albo kupiona w aptece woda do zastrzyków).

Chodzi o to, żeby w szklance i w wodzie nie było rzekomych „toksyn”. Wynik jest szybko – bo już za kilka minut mokry plaster ze szklanki będzie czarny.

Czemu to się robi takie czarne?

Przeczytaj skład takiego plastra i rzuć okiem do podręcznika do chemii. Plaster zawiera zawsze jakąś higroskopową substancję w proszku (czyli taką, która chłonie wilgoć). Jeśli taka substancja (np. opisany powyżej ocet drzewny) wchodzi w kontakt z wilgocią (woda w szklance lub ze skóry stóp) proszek zamienia się w galaretowatą masę i dodatkowo przyjemnie ogrzewa otoczenie.

Czasami dodaje się jeszcze do plastra… trochę cukru. Wtedy efekt jest lepszy, ponieważ plaster staje się kleisty – w końcu jak coś jest ciemne i kleiste, to musi być pełne toksyn…

Pomysłów na „odtruwanie” jest wiele. Inna popularna metoda polega na moczeniu nóg w wodzie z solą kuchenną podłączoną do specjalnego urządzenia. Woda ciemnieje podczas gdy trzymasz w niej stopy. Rzekomo odtruwasz w ten sposób swój organizm. Tyle, że woda ciemnieje nawet jak nie trzymasz w niej nóg – to po prostu zjawisko elektrolizy.

Jeśli uważałeś na lekcjach w szkole podstawowej to przypomnisz sobie o co w tym chodzi. A zapach chloru, którzy niektórzy czują w trakcie „sesji terapeutycznej” nie pochodzi (jak wciskają szarlatani) z zatrucia chlorem twojej krwi. Jeśli nie wiesz skąd ten chlor, to wpisz w Google: chlorek sodu.

Co jeszcze?

Oczywiście toksyny można „usuwać” poprzez zakupy niepotrzebnych produktów w rozmaity sposób, a opisane metody to wierzchołek góry lodowej.

Szarlatani wciskają ludziom lewatywy, usuwają „kamienie kałowe”, wciskają środki przeczyszczające lub pobudzające wymioty. Wszystko oczywiście jest zawsze „naturalne”, „cudowne” i „niedostępne w gabinecie lekarskim”. Dokładnie tak, jak wspomiany na początku cyjanek…

Dlaczego?

Dlaczego więc te wszystkie „detoksy” to jedne z najpopularniejszych alternatywnych pseudoterapii?

Po pierwsze – większość ludzi nie zadaje sobie trudu, aby sprawdzić informacje na opakowaniu. Ufamy producentowi. W końcu na zdrowy rozsądek – ciężko uwierzyć, że ktoś będzie nas bezkarnie oszukiwać. To jak rabunek w biały dzień! Wydaje się mało możliwe, aby ktoś mógł jawnie i bez konsekwencji oszukiwać klientów.

Po drugie – zakup takich plastrów lub świec jest zwykle tańszy niż wizyta u lekarza. Można też „leczenie” przeprowadzić w domu, a „efekt” jest niby widoczny gołym okiem.

Po trzecie – jeśli zapłacisz kilkadziesiąt złotych za zabieg „odtruwania” organizmu poprzez moczenie stóp w wodzie, to czy zmarnujesz wydane pieniądze na to, żeby nie trzymać nóg w wodzie w opłaconym czasie? Czy jeśli kupisz świeczki, będziesz wypalać je na stole? Albo czy będziesz moczyć plastry w szklance, żeby sprawdzić czy szkło też uwalnia toksyny? W końcu taki plaster to wydatek rzędu 15-25 złotych…

I po czwarte – kto z nas dobrowolnie przyzna, że dał się oszukać w tak prymitywny sposób? Już chyba lepiej iść w zaparte – zwykle słowami: „…ale akurat na mnie to działa!”.

I nawet jeśli już nigdy sami nie sięgniemy po plaster na stopy czy świeczki do ucha, zrobi to część tych, którym „poleciliśmy” tą metodę… w końcu zwykle mamy tyle samo odwagi cywilnej co zdrowego rozsądku.

Metody pokrewne

Wybrałem te metody aby przedstawić jedno z najpopularniejszych oszustw w „leczeniu” – detoksykację („usuwanie trucizn”). Istnieją tysiące innych oszukańczych metod wykorzystujących ten sam mechanizm: tabletki, specjalne diety oczyszczające z toksyn, napoje, soki i koktajle witaminowe, głodówki, płukanki jelit (hydrokolonoterapia) i setki innych podobnych rzeczy. Gwiazdy z pierwszych stron gazet regularnie polecają „odtruwające diety” i „oczyszczające herbatki”. Sanatoria oferują odtruwające kąpiele, a sąsiedzi plastry z Japonii.

Oczyszczanie?

Wszystkie przedstawione powyżej metody opierają się na jednym założeniu – że istnieje proces odtruwania (detoksykacji) organizmu. Problem jest tylko w tym, że… taki proces nie istnieje.

Aby to zrozumieć nie wystarczy już wiedza ze szkoły podstawowej. Potrzebny jest raczej kurs biochemii. I to na dość zaawansowanym poziomie. To prawda, że różne związki wywierają często niekorzystny wpływ na nasz organizm. Ale w sieci procesów zachodzących w naszych organizmach nie ma miejsca na „układ detoksykacyjny”. W popularnym przekonaniu „odtruwalnią” naszych ciał jest wątroba i nerki – tyle, że to ogromne uproszczenie. Odtruwanie czy detoks – to de facto fikcyjny proces.

Jeśli gwiazda estrady po intensywnej pracy (czytaj: suto zakrapianej trasie koncertowej, tonach fast-foodu, być może narkotykach i pozbawiona przez wiele dni odpowiedniej ilości snu) udaje się na „detoks” polegający na piciu soków owocowych zamiast wódki, sałatki zamiast hamburgera i chodzi wcześniej spać – to na pewno będzie się czuła lepiej po takiej „kuracji”. Nie ma nic złego w prowadzeniu odpowiedniego stylu życia, a wynikające z tego poprawa samopoczucia nie ma żadnego związku ze świeczką, plastrem czy płukaniem jelita.

Co robić?

Po prostu żyć normalnie. Jeśli przesadzisz z alkoholem czy jedzeniem – odpuść sobie na parę dni. Twój organizm sam wróci do normy i poczujesz się lepiej. Nie jesteś w stanie niczym oczyścić swojego organizmu – on poradzi sobie sam, o ile dasz mu na to szansę.

Za zaoszczędzone pieniądze zabierz lepiej dzieci na wakacje.

A jak już musisz wypłukać sobie uszy – po prostu idź do lekarza…

Bibliografia

1. Ernst E. Ear candles: a triumph of ignorance over science. J Laryngol Otol. 2004;118:1–2.

2. Roazen L. Why ear candling is not a good idea. North Chapel Hill, NC: Quackwatch; 2005

3. Seely DR, Quigley SM, Langman AW. Ear candles—efficacy and safety. Laryngoscope. 1996;106(10):1226–9.

4. Rafferty J. et al. Ear candling. Should GPs recommend it? Can Fam Physician. 2007 December; 53(12): 2121–2122

5. Goldacre B. Bad Science. Harper Collins Publishers, London, 2008

57 komentarzy

  1. w dużej mierze zgadzam się z autorem odnośnie wielu szarlatańskich metod i naciągactwa. Jednakże zastosowałem metodę odnośnie oczyszczania organizmu z kamieni. Byłem ciekaw i poszukiwałem dowodów lub ich braku. Nie stosowałem do tego żadnych cudownych środków za grube pieniądze. Oparłem się na metodzie [usunięto tekst reklamowy] i co ciekawe wydaliłem kupę kamieni. Zabieg powtażałem parokrotnie. Posiadam zdjecia odnośnie tegoż i nikt mi nie wmówi, że to pic na wodę. Tez jestem niedowiarkiem, ale w tej kwestii teoria sie obroniła praktyka. pozdrawiam.

    • Wszystko super, ale…

      Brak podstaw do stosowania tego typu zabiegów. Te rzekome „kamienie” to fragmenty kału normalnie znajdujące się w jelitach. „Prawdziwe” kamienie kałowe powstają u starych, wyniszczonych, leżących chorych jako ciężka postać zaparcia; nie występują u osób w średnim wieku bez poważnej choroby.
      Usuwanie kału z jelita to wykorzystywanie osób z dolegliwościami nerwicowymi i psychosomatycznymi

      Rzekomo zabieg „całkowicie usuwa zalegające kilkanaście kilogramów kamieni kałowych”, jednak należałoby się spodziewać takiego samego spadku masy ciała – który nie występuje.

      Nie ma zjawiska przylepiania się mas kałowych do ściany jelita – to bzdura; masy kału „zalegają” w atonicznym jelicie grubym, lub jelito jest na nich obkurczone.

      Żadne z postulowanych toksycznych działań nie zostało naukowo udowodnione i ma na celu dodatkowe wzbudzenie strachu o własne zdrowie i lepsze zmodyfikowanie efektu placebo.

      Podobny efekt można uzyskać stosując metodę znaną już średniowiecznej medycynie i praktycznie bezpłatną, czyli lewatywę.

      Posobnie tez – nie przedstawiono przyczyny/mechanizmu autointoksykacji, jeśli jest to zjawisko powszechne, należałoby się go także spodziewać u zwierząt. To wymysł oszustów zarabiających na frajerach.

      Na przyszłość niech pan uważa. Zabiegi tego typu grożą perforacją jelita – a ta w porę nie operowana może być śmiertelna.

      • zabrakło jeszcze [usunięto tekst reklamowy]. To jest takie urządzonko które ma ponoć przez prądem leczyć wszystkie możliwe choroby i pasożyty. Sprzedawcy tego oszustwa twierdzą że wszystkie choroby są spowodowane przez bakterie albo pasożyty. Ciekawi mnie czy są jakiś badania tego badziewia. Czy prąd może zabić tasiemca, owsiki albo coś innego co żyje w naszym ciele?
        ć

        • Nie może. I nie zabija. Nie ma żadnych badań.
          Natomiast miałem pacjentów, którzy z tego badziewia korzystali i byli przekonani, że załatwiło ich problem. Niestety – nie załatwiło, czego dowodem była ich wizyta u mnie.

      • Nie wierze w plastry swiece i tym podobne duperele, jednak nikt mi nie powie ze obecny sposub zywienia nie pozostawia po sobie smieci w naszym organizmie. Nikt mi nie powie poniewaz na wlasnej skorze przekonalem sie jak to jest zachorowac na nowotwor, dac sie wyleczyc metodami nowoczesnymi i chorowac przez to do momentu kiedy zacznie sie czlowiek odzywiac jak czlowiek powinien. Mozecie sobie pisac ze oddtruwanie to bujda, za najlepsza na zdrowie jest coca-cola i jest na to milion dowodow. Ja wiem ile lat przezylem po nowotworze i w jakim stanie i wiem jak sie czuje teraz kiedy od ponad roku przerzucilem sie na … nie napisze co zeby nie bylo ze reklama. Zyjcie i robcie jak chcecie, ale pamietajcie. Pretensje puzniej mozecie miec tylko do siebie.

        • Nikt nie mówi, że pożywienie to same witaminy i zero odpadków. Owszem, w jedzeniu jest sporo zbędnych substancji, dlatego właśnie robimy kupkę – to jest organiczny detox, to jest właśnie oczyszczanie się organizmu ze zbędnych produktów i substancji; podobnie nerki oczyszczają naszą krew. W tym jest właśnie sedno, że organizm świetnie sobie radzi z usuwaniem badziewia z organizmu; niepotrzebne są do tego świece, plastry czy bicze wodne.
          Przyczyną raka nie jest pożywienie. Przyczyną raka może być pożywienie, tak jak i promieniowanie kosmiczne, rendgen, UV, wkodowana mutacja genetyczna, zakarzenie, wirus no i oczywiście starość.
          Cola nie ma w sobie syfu, z którym nie poradziłby sobie ludzki oragnizm, ma tony cukru i kofeiny – to nie jest zdrowa dieta w sensie odżywcza, wartościowa etc. Natomiast to także nie jest „wpuszczanie rakotwórczych toksyn” do organizmu.
          Jedzenie dużo warzyw i owoców to bezdyskusyjnie najzdrowsza dieta dla człowieka, ale to nie znaczy że inna to ta trująca. To znaczy, że ta inna obciąża żołądek, że ma tłuszcz który osadza się na żyłach powodując choroby ciśnienia itp.
          Gdyby diabeł tkwił w „coca-coli” nikt by nie chorował na raka.

        • Po prostu – w miarę, jak upływał czas od zakończenia terapii, Twój stan ogólny się poprawiał.
          Niestety – Twoja wypowiedź jasno dowodzi, że bardzo chcesz wierzyć w różne czary-mary.

          Jesteś przy tym nielogiczny. Twój nowotwór został wyleczony, a Ty piszesz, że „chorowałeś przez to do momentu, aż zacząłeś się odżywiać jak trzeba”. Czyli – nie chorowałeś „przez to”, tylko przez fakt, że nie odżywiałeś się właściwie w okresie rekonwalescencji (a pewnie i wcześniej).
          Oczywiście po leczeniu nowotworu bywają różne konsekwencje. Organizm potrzebuje czasu na regenerację, również poczucie „powrotu sił” następuje stopniowo.
          Rzecz w tym, że Twoja interpretacja tego, co się działo z Twoim organizmem, jest niespójna i niezbyt logiczna.

  2. Wszystko fajnie tylko dlaczego po 3 tygodniach używania maszynki do moczenia nóg woda ( ta sama ) była mniej brudna a po miesiącu nie była w ogóle brudna?
    Pierwsze 6 zabiegów syf totalny śmierdzący nikotyną.

    Za maszynkę dałem 250 zyla i działa tak samo jak taka za 2500zyla.

    Swoją drogą po tej maszynce dałem się przekonać do głodówki leczniczej (30 dni o wodzie) w czasie głodówki taki syfy wychodziły, że szok. Po głodówce przeszła mi alergia bóle głowy itd…

    Podsumowując jak ktoś nie jest koszmarnie poskręcany niech tylko wodę pije przez 30dni (UWAGA! potem trzeba 30 dni z głodówki wychodzić pod okiem lekarza!!!! bo inaczej można ZEJŚĆ z tego świata :)) i za darmo masz DETOKS!. Ba właściwie to jakby Ci ktoś płacił… bo 30 dni o wodzie to kawał kasy za jedzenie w portfelu!

    • A nie pomyślałeś Piotrze że maszynka została zaprojektowana tak aby śledzić długość kuracji i kontrolować przebieg relacji chemicznej tak aby w kolejnych sesjach woda była czystsza niż w poprzednich?

    • Żadne „syfy” nie wychodziły w czasie głodówki. Natomiast metabolizm przestroił się na spalanie tłuszczu – a więc Twój organizm spalając tłuszcze produkował ciała ketonowe. To powoduje zmianę zapachu moczu, a także skóry. Powoduje też, że po początkowym okresie bólów głowy i złego samopoczucia, pojawia się okres, kiedy czujemy się „na haju”. Bo nasz mózg może całkiem fajnie funkcjonować na ciałach ketonowych, gdy nie ma glukozy.
      30 dni głodówki spowodowało zapewne istotną redukcję tkanki tłuszczowej, być może także obniżenie ciśnienia i szereg innych zmian fizjologicznych. Mogą one tłumaczyć ustąpienie bólów głowy.
      Natomiast Twoja alergia prawie na pewno wróci za jakiś czas – pewnie gdy znowu pojawi się alergen, na który jesteś uczulony. Żadna maszynka i żadna głodówka nie wpływa istotnie na ten proces.

  3. Też się zastanawiam nad produktem wokół którego powstał spory biznes – chodzi konkretnie o [usunięto tekst reklamowy] w saszetkach, który wrzuca się do butelki z wodą i po kilkunastu minutach pije. O tyle teraz wychodzi feler z tym środkiem, bo jest on rzekomo wydobywany na jakiejś wyspie gdzie ludzie długo żyją. Jednakże z racji katastrofy w Fukushimie teraz ten środek teoretycznie nie powinien być dostępny lub też być bardziej niebezpieczny dla zdrowia i nie powinien przejść przez kontrole celne ze względu na skażenie. Jednakże jest on nadal dostępny w pewnej firmie i jego sprzedaż ma się dobrze. To daje do myślenia. Ciekaw jestem, czy da się ten produkt zastąpić sodem, magnezem, wapniem i witaminą C, bo według składu na opakowaniu takie mikroelementy zawiera. Czy wiadomo coś o skutkach ubocznych w stosowaniu tak „domineralizowanej” wody?

    Druga rzecz to [usunięto tekst reklamowy] – Czy istnieją gdzieś opracowania naukowe na temat tego specyfiku? Wiem, że bywa też w aptekach.

  4. Mam pytanie. Co z substancjami, które nie są metabolizowane i ulegają bioakumulacji jak na przykład niektóre pierwiastki, pestycydy, WWA itp. Czy jest jakaś metoda, dieta czy farmaceutyki umożliwiające w jakiś sposób wydalenie tych substancji z organizmu?

    • Też ciekawi mnie odpowiedź na to pytanie.

      • Wiele takich toksyn gromadzi się w tkance tłuszczowej. To dobra wiadomość, ponieważ zostają wówczas niejako „odizolowane” i nie wyrządzają szkód organizmowi. Mogą się przedostawać do krwiobiegu na przykład przy skutecznym odchudzaniu – stąd zalecenie, by w takim okresie spożywać dużo płynów, co ma sprzyjać efektywnemu wydalaniu. Jest to jednak zalecenie dosyć spekulatywne i słabo oparte na dowodach.
        Poza tym – dla każdej substancji można wyznaczyć okres półtrwania w organizmie. Niestety są takie substancje, dla których okres półtrwania wynosi kilkadziesiąt lat… Tak czy owak – kluczowym czynnikiem jest czas, a nie żadne ziółka ani diety. Natomiast prawidłowa, zbilansowana dieta to czynnik wpływający ogólnie korzystnie na zdrowie – a więc także na wydolność narządów związanych z metabolizmem tych nieszczęsnych toksyn – zwykle nerek i wątroby.

        • Niestety ten post zaprzecza niektórym poprzednim gdzie pisałeś że nic się nie odkłada ale organizm wszystko wydala praktycznie na bieżąco = to odkłada się czy nie – w tłuszczu , kosciach włosach mozna znalęźć toksyny długo po ich zażyciu – więc są cile w organiżmie

    • Niektore metale ciezkie no. mercury mozna usuwac z organizmu przy pomocy alg [usunieto tekst reklamowy] lub pylu wulkanicznego [usunieto tekst reklamowy].

      • Nie, rtęci nie usuniesz z organizmu przy pomocy żadnych alg.

  5. Ja pijąc oczyszczającą mieszankę ziołową pozbyłam się kilka lat temu łuszczycy, która była dla mnie olbrzymim problemem, wcześniej mimo wieloletniego leczenia było coraz gorzej, po 30 dniach picia ziół łuszczyca była mniejsza, po 3 miesiącach moja skóra była zdrowa. W dalszym ciągu co kilka miesięcy piję zioła.

    • a co to za zioła?

    • Nie Agnieszko. Łuszczyca tak właśnie przebiega – bywają okresy remisji i bywają okresy rzutu choroby. Gdybyś nic nie piła i nic nie robiła byłoby zapewne dokładnie tak samo. Twój przypadek niczego nie dowodzi.
      Choć… teoretycznie, można sobie wyobrazić, że istnieją nieznane medycynie, nieprzebadane zioła, które zawierają jakieś substancje wybitnie skuteczne w łuszczycy. Tyle tylko, że wszystkie znane na świecie metody medycyny naturalnej (czy raczej wielu różnych medycyn naturalnych) okazały się z grubsza nieskuteczne w leczeniu łuszczycy. Te, które były skuteczne – np. stosowanie dziegci na skórę – są przebadane, skuteczne i stosowane w prawdziwej medycynie. Życzę Ci zdrowia, natomiast ono prawie na pewno nie wynika z picia ziół, o których piszesz. Weź też pod uwagę efekt placebo – znany i opisany, choć wciąż dość tajemniczy. Tutaj interesująca jest dopiero raczkująca nauka – psychoneuroimmunologia – tłumacząca, jak obojętne substancje mogą „leczyć”.
      Pozdrawiam

  6. Jak widać nawet tutaj pod artykułem, naiwniaków i kupujących każdy „bullshit” nie brak.

  7. Uśmiałem się czytając komentarze do tego artykułu. Doktorze, współczuję inteligencji wśród czytelników…

  8. jedno ale-króciutkie głodówki naprawdę potrafią pobudzić do życia zarówno umysł jak i ciało, zauważyłem to już dawno kiedy jeszcze nie miałem pojęcia że istnieje taki sposób,a jak się nażrę to jestem ospały i ociężały. i to by się zgadzało nawet z teorią która mówi że podczas głodu organizm mobilizuje siły aby zdobyć żarcie

    • Głodówki powodują więcej zła niż dobra, o ile w ogóle jakiekolwiek dobro czynią.
      Nie przyjmując pokarmu nie oczyszczamy się. Wydalamy wszystko co wydalić mieliśmy (a i tak wydalalibyśmy to dalej jedząc).
      1. Organizm głodnego człowieka nie funkcjonuje sprawnie, dlatego samo jego naturalne oczyszczanie się działa gorzej niż podczas normalnego odrzywiania się.
      2. Organizm głodnego człowieka ma osłabioną odporność. Kiedy właśnie przeżywasz placebo-genne oczyszczanie narażasz swój organizm na banalne zakażenie lub infekcję, którą będzie trzeba leczyć lekami, których inaczej nie wprowadzałbyś do organizmu.
      3. Jeżeli głodówka dotyczy także ograniczenia przyjmowanych płynów to nie wiem jak miałby się oczyścić organizm? Wydmuchiwaniem toksyn?
      4. Nawet wierząc, że organizm się oczyszcza podczas głodówki (a wcale tego nie robi – on po prostu cierpi), jaki to ma sens skoro za chwilę i tak trzeba będzie jeść?
      To co u pana zadziałało nazywa się placebo. Kiedy inwestuje się swój czas w polepszenie swojego stanu psychicznego to najprawdopodobniej te satyswakcję się osiągnie – kosztem zdrowia organizmu oczywiście. Ponieważ poczucie ociężałości i ospałości naturalnie znika kiedy po głodówce w końcu zje się porządny posiłek.

    • Głodówka powoduje szereg efektów fizjologicznych. Brak glukozy wyzwala – w zależności od czasu – wiele reakcji hormonalnych. Na przykład – wyrzut katecholamin. A więc pobudzenie…
      Głodówka powoduje też, że organizm zaczyna wykorzystywać tłuszcze – a te są „spalane” do ciał ketonowych. To właśnie one odpowiedzialne są za samopoczucie jakby „na haju” w trakcie głodówki. Po początkowym okresie złego samopoczucia (bóle głowy, osłabienie) wiele osób zaczyna czuć się całkiem dobrze. Czasem dużo lepiej niż wcześniej. Znika ospałość i ociężałość – w tym sensie nie do końca zgadzam się z opinią Kamila. Głodówki nie zawsze powodują więcej zła niż dobra (choć faktycznie czasem tak jest). Przy współczesnym trybie życia wydaje mi się, że zrobienie sobie jednego dnia głodówki raz na 2 tygodnie nic złego człowiekowi nie zrobi (oczywiście człowiekowi ogólnie zdrowemu – bez schorzeń typu cukrzyca, itp.).
      Są dane naukowe wskazujące na korzystny efekt zdrowotny głodówek – zarówno dane „słabe” – z badań na szczurach, jak i mocniejsze – z badań na ludziach.
      Dla zainteresowanych – proszę otworzyć PubMed (www.pubmed.org) i wpisać hasło „medically supervised fasting”. Przykładowa praca: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24434759

  9. Czy plastry detox są oszustwem czy nie… nie wiem.
    Wiem tylko że w czasie 2 tygodni przyklejania spałem jak suseł 🙂 A teraz znowu mam problemy zarówno z zasypianiem jak i „zbyt” wczesnymi pobudkami

    • Może spróbuj spać w skarpetkach.
      Być może po prostu lepiej się czujesz jak masz nogę czymś opatuloną.
      Na pewno nie jest to wynik działania plastrów.

  10. Zniszczył Pan moje poglądy tym tekstem. W cuda detoksykujące (np. plastry) nie wierzę, ale odtruwanie organizmu wydawało mi się dość prawdopodobne (np. dietą). Na dobrą sprawę (jeśli wierzyć temu co się mówi) jemy i wdychamy teraz więcej szkodliwych substancji niż kiedyś. Wspomaganie usuwania ich wydaje się wręcz konieczne. Wydawało mi się, że usunięcie złogów w jelitach wspomaga wchłanianie substancji odżywczych, dbanie o nerki, wątrobę, jelita i układ limfatyczny sprzyja usuwaniu toksyn, a żeby dbać o te narządy trzeba dbać o dietę.

    • O dietę warto dbać – rzecz w tym, że ani ona, ani żadne ziółka nie wpływają na zdrowie w taki sposób, jak to jest przedstawiane przez oszustówm żyjących z żerowania na ludziach.
      To prawda, że obecnie jemy i wdychamy różne związki dawniej nieobecne. Chemizacji środowiska przypisuje się (choć nie jest to udowodnione) między innymi prawdziwą epidemię alergii. Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że żyjemy coraz dłużej, że nikt nie umiera z powodu zatruć toksyną botulinową (to dzięki tej „niedobrej chemii” w żywności”), że z jednego ziarna pszenicy rodzi się 50, a nie – jak dawniej – 10 ziaren.

      Jako praktykujący patolog wykonałem w swoim życiu ponad 100 sekcji. To niezbyt dużo, ale proszę mi wierzyć – żadnych „złogów w jelitach” nigdy nie widziałem. Niektórzy mieli kamienie kałowe – tam, gdzie istniały ku temu medyczne powody (na przykład przewlekłe zaparcia). Rzadko. Ale… Tak, jak pisali tutaj przedmówcy – nie ma mowy o żadnej „intoksykacji” organizmu z tego powodu, że w jelitach jest trochę więcej kału. Błona śluzowa jest strukturą doskonale przystosowaną do głównej fizjologicznej roli jelita grubego – formowania i wydalania kału. Toksyn zasadniczo nie przepuszcza.

      Nie mamy żadnej możliwości „dbania o układ limfatyczny”. Ten układ radzi sobie doskonale bez żadnego „dbania” z naszej strony.

      Dbałość o dietę to dbałość o całokształt naszego zdrowia i wszystkie układy, o których Pan pisze. Dbałość o dietę ma sens, natomiast nie ma sensu „ekologiczny faszyzm zdrowotny”, przejawiający się na przykład tym, że będziemy wszystko kupowali 3-5 razy drożej w eko-sklepach, że będziemy wybierali jaja oznaczone „1” zamiast „3”, że zrezygnujemy ze sklepowej wędliny i będziemy odtąd jedli wyłącznie „domowe, w wędzarce” (bo kto może sobie na to pozwolić – nie mówiąc o tym, że naturalne wędzenie daje najlepszy efekt sensoryczny, ale to prawdziwa bomba karcynogenów).
      Spożywanie żywności ekologicznej jest metodą o udowodnionej nieskuteczności w zapobieganiu chorobom. Zgodnie z dzisiejszym stanem wiedzy – nie przynosi żadnych korzyści zdrowotnych. Powszechnie dostępna żywność ma szereg wad, ale obiektywnie – nie jest taka najgorsza… 🙂

      • Mozna dbac o uklad limfatyczny uprawiajac sport:)

      • Chce pan powiedziec że eko jedzenie jest dla organizmu dokładnie tym samym co zawalone pestycydami hormonami czy gmo? No jednak istnieje szereg danych potwierdzających szkodliwość tychże. Mam wrażenie że to co pan pisze to że wszystko jest obojętne. a nie jest.

        • Nie istnieją żadne badania potwierdzające jakąkolwiek szkodliwość żywności GMO. A co do żywności „eko” – zależy co rozumiemy przez to „eko”. Bardzo często jedzenie „od chłopa z bazaru”, które wydaje się nam „ekologiczne” jest wielokrotnie bardziej zasyfione od tego sklepowego. Chociażby dlatego, że takiego chłopa żadne ograniczenia nie obowiązują. A żywność oznaczona jako „eko” w „eko” sklepach – to już zależy, co pociąga za sobą ten certyfikat. Czy faktycznie narzuca na producentów jakieś dodatkowe ograniczenia, czy to tylko ładnie wyglądająca naklejka, na którą dajemy się nabrać. Problem w tym, że wybierając w sklepie żywność i widząc znaczek w stylu: „certyfikat EKO BBK 2016” nie mamy możliwości sprawdzić czym ten certyfikat tak naprawdę jest, ale wzbudza on w nas zaufanie, więc często kupujemy taki wielokrotnie droższy produkt w nadziei, że jest po prostu zdrowszy.

    • Weszłam na tę stronę całkiem przez przypadek (szukając „naturalnych metod poprawiających odporność organizmu”), przeczytałam cały wątek i niestety mam takie samo odczucie jak „kaź”, tzn. czuję się rozczarowana, że organizmowi nie można pomóc w „odtruciu się” i nabraniu większej odporności. Ostatnio (pół roku) ciągle łapię różne infekcje – kaszel, zatkane zatoki, bóle głowy, zawalone gardło, chrypa aż do utraty głosu. Nabawiłam się już poczucia winy, że to pewnie dlatego, że za mało dbam o dietę i pewnie mam jakieś złogi i toksyny! A tu D…! Tj. nie wiem, co o tym myśleć, bo chciałabym w końcu przestać chorować i normalnie funkcjonować, i liczyłam na to, że jednak mogę coś z problemem słabej odporności zrobić…

      • Odnośnie odporności organizmu. Kiedyś ciągle łapałam przeziębienia, po operacji przegrody nosa mam święty spokój.
        wierzę tylko i wyłącznie w medycynę konwencjonalną.

      • W jaki sposób chce PANI pomóc organizmowi,który bez ludzkiego umysłu przeżył miliony lat sam i się nie zatruł, pomagając temuż za pomocą umysłu który tworzył się 300 lat i jest sam zatruty najbardziej?

        • Ten „zatruty” umysł doprowadził do tego, że żyjemy średnio ponad 2 razy dłużej niż nasi przodkowie (którzy przecież byli w 100% eko, nie-GMO i mieli nadmiar świeżego powietrza). To ja wolę już tę wersję zatrutą…

          • Ale nie mieli profilaktyków,lekarzy, dentystów i całej medycyny o farmacji nie wspomne.Zakarzenia od których umierali były na porządku dziennym.Swieże warzywa i powietrze nie pomogły.

  11. Tak dla uściślenia. Ten artykuł miał powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak „szybkie oczyszczanie organizmu” osoby, która nie jest pijana, naćpana lub otruta, ale jest możliwe stymulowanie organizmu do optymalnego pozbywania się tzw. toksyn?

    • Nie – nie ma takiej mozliwosci.

      • Czyli nasz organizm perfekcyjnie jest w stanie się oczyszczać, niezależnie od tego co jemy, pijemy i czym oddychamy?

        Co innego powiedzieć, że np. ludzie nie interpretują poprawnie słowa „detoks”, a co innego sugerować, że nieważne co będziesz wprowadzać do swojego organizmu, ten poradzi sobie z tym tak samo niezależnie od tego, czy dalej będziesz np. się źle odżywiał czy stworzysz swojemu organizmowi do tego odpowiednie warunki.

        • Szczerze mówiąc ten artykuł daje do myślenia, ale zostawia też wiele niedomówień.

          Na dobrą sprawę nie krytykuje Pan tylko „metod oczyszczania”, ale wręcz mówi Pan, że nie ma co oczyszczać. Może kiedyś zostanie to bardziej rozwinięte w innym artykule? Bo na chwilę obecną jedyne co mogę zrobić, to albo uwierzyć na słowo Panu, albo oczyszczaniu organizmu.

          • Nie. Nie musisz wcale nikomu wierzyć na słowo. Wystarczy, że sięgniesz do podręczników biochemii i fizjologii. Każdy może to zrobić.

        • Nikt nie twierdzi, że jest obojętne, co wprowadzamy do swojego organizmu.
          Żywienie jest udowodnionym i istotnym czynnikiem ryzyka wielu chorób. Natomiast mechanizm patofizjologiczny tłumaczący wpływ żywienia na te choroby nie ma nic wspólnego z żadną „toksykacją” organizmu. Ani cukier, ani sól, ani cholesterol, ani tłuszcze nie „zatruwają” organizmu, nie są „toksynami”. Po prostu ich nadmiar, niewłaściwy skład, itp. ma różne długofalowe konsekwencje – które mogą być niekorzystne. A mechanizmy patofizjologiczne są tu zwykle dość dobrze poznane i wiadomo, że o żadnym „zatruwaniu” nie ma tu mowy.

          Dlatego nieporozumieniem jest twierdzenie, że hamburger z MacDonalda jest szkodliwy. W nim nie ma nic szkodliwego. Jest mięso, jest bułka pszenna, są warzywa, są przyprawy… Rzecz w tym, że żywienie oparte na hamburgerach z MacDonalda nie byłoby właściwe. Ale okazjonalne zjedzenie tegoż hamburgera nie wyrządzi Ci żadnej szkody, o ile nie cierpisz na określone choroby (np. celiakię, czyli nietolerancję glutenu – a tego jest w bród w bułce w hamburgerze).

      • Naprawdę zainteresował mnie ten temat, ale widzę, że w bibliografii są jedynie publikacje opisujące detox, w którym korzysta się ze świec i tzw. [usunieto tekst reklamowy]. Przydały by się publikacje związane z wpływem diety na poziom toksyn w organizmie.

    • Organizm sam pozbywa się toksyn (ksenobiotyków) „optymalnie”.
      Nie można w organizmie „optymalizować” czegoś, co dobrze działa. Tak, jak nie można „wspomagać odporności”. Jeśli w reklamie słyszy Pan, że coś „pomaga zapobiegać”, to to znaczy, że nie działa. Albo zapobiega, albo nie…

      Natomiast można dbać o to, by codzienna dieta była pełnowartościowa, by sprzyjała zdrowiu, by zapewniała odpowiedni poziom antyoksydantów (choć tu też jest mnóstwo nieporozumień), można zapewniać organizmowi optymalny poziom nawodnienia, można dbać o regularną aktywność fizyczną i własny dobrostan psychiczny. To są sposoby, które może Pan wdrożyć z myślą o „wspomaganiu organizmu” w wydalaniu toksyn, ale i ogólnym zachowaniu zdrowia. Przy czym proszę zwrócić uwagę, że „wspomaganie organizmu” wziąłem w cudzysłów.

  12. Ten artykul jest bardzo stronniczy albo powinien miec totalnie inny tytul. Np. „nie ma cudownych srodkow oczyszczajacych organizm”albo cos w tym stylu. Pisanie, ze wszystko wydali sie w ubikacji jest upraszczaniem problemu. Owszem jezeli ktos regularnie sie wyproznia to inna sprawa. Niestety, przy niewielkiej ilosci blonnika, przecietny czlowiek ma z tym problem. Nasza dieta lata w stecz byla inna niz teraz gdzie sporzywamy tony cukru (nr1zabojca) , soli, wszystko jest przetwozone i do naturalnego jedzenia niepodobne. Jest pelno naturalnych produktow detoksykujacych. [Usunieto tekst reklamowy], usuwaja metale ciezkie z organizmu. [usunieto reklame] pomagaja na regularne wyproznienia poza tym sa bogatym zrodlem bloninka . Zielone warzywa bogate w chlorofil byly dawniej uzywane jako „naturalny dezodorant” w diecie szpitalnej u osub ktore ze wzgledu na kiepska przemiane materii mialy nieciekawy zapach ciala . To tylko kilka przykladow na naturalne skladniki detoksykujace. Osobiscie nie wierze w zadne czary mary, ale artykul nie wyczerpuje tematu detoksu absolutnie!

    • Nie ma żadnych „naturalnych produktów detoksykujących”, ponieważ nie istnieje żadne zjawisko detoksykacji. To znaczy istnieje – bądźmy uczciwi – ale tu chodzi o reakcje zachodzące w naszej wątrobie (poczytaj rozdział pt. Metabolizm ksenobiotyków” w dowolnym podręczniku biochemii) i nerkach. Nie w znaczeniu takim, jakie przypisują temu pojęciu laicy.

      Żadne zielone warzywa bogate w chlorofil nigdy nie były używane jako „naturalny dezodorant” w diecie szpitalnej. Nieciekawy zapach ciała o którym piszesz to efekt mocznicy, a czasem bloków metabolicznych, chorób skóry, flory bakteryjnej lub innych parametrów. Nie ma czegoś takiego, jak „kiepska przemiana materii” – chyba, że mówimy o zaburzeniach związanych z endokrynopatiamii (np. niedoczynnością tarczycy). W szczególności – prawdziwa przemiana materii nie ma nic wspólnego z wypróżnianiem – choć tak to większość ludzi postrzega.

  13. Czy ktoś spróbował metody z punktu 4 tekstu o cudownych świecach? Jeśli tak, proszę o relację.

  14. Ja akurat robiłam sobie świece u ciotki kosmetyczki z desperacji i za darmoche, bo lekarka nie chciała mi nic przepisać na uszy, a genetycznie zbiera mi się mnóstwo woszczyny i nie dość że nic prawie nie słyszałam, to jeszcze aż czułam, jak mi je rozpycha ;p naprawdę mi to pomogło! tylko że robienie sobie tego samemu to kretyńatwo! Tak samo wiara w to, że pobudzi to limfę czy inną krew śródczaszkową 😀

  15. artykuł ciekawy, niemniej jednak chciałbym zobaczyć Wasza opinię na temat [usunieto link reklamowy]

    Mam znajomych którzy wydali krocie na tego tupu suplementy od jakiegoś znachora.

    Mogę poznać Wasze zdanie na temat tych suplementów?

  16. zaczne od poczatku 😀 mam 27 lat i od 1 gimnazjum prowadziłem bardzo intensywny tryb zycia 😀 (związany z piciem delikatnie mówiąc wódki przeważnie był to spirytus oczywiscie rozrobiony) niestety zaczeły mi dokuczać stopy a mianowicie nadpotliwość trwało to miesiącami a nawet latami ale wkońcu zaczeły nieprzyjemnie pachniec wiec pomyslalem bede myl częściej i tak robilem ale niestety po pewnym czasie zapach nawet po myciu zostawał (nie wielki ale był ) a wystarczyło 5 minut i znowu miałem mokre stopy poszedłem wiec do dermatologa (na poczatku chciałem pójść z ubezpiueczenia ale kolejka na 5 miesiecy w przód wiec …) poszedełem prywatnmie (150zł) pani ( ta sama co z ubezpieczenia prywatnie znalazła czas…) powiedziała ze mam zakażenie bakteryjne i (spokojnym głosem) ze mnie wyleczy (wtedy sie ucieszyłem bo mysłałem ze miałem grzybice. do dzis załuje ….) przypisała mi leki ( chyba 100 zł kosztowały) czyli suma sumarum 250 zł …. jak psu w du… bo fakt faktem leki pomogły na czas ich użytkowania i nawet 4 dni po … a jednak pot wrócił i na zapach tez długo nie musiałem czekać (zapach by ł skutkiem bakteri które powstawały na skutek potu, a pot ? )… potem zmieniło mi sie troche w zyciu. zminiłem miejscowość i poszedłem znowu do lekarza (* też prywatnie bo przeciez kolejki… czyli niby miasto inne a cena ta sama kolejne 150 zł wizyta) i co słysze to samo … oczywiscie powiedziałem ze miałem taką diagnoze i nie pomogło a racdzej na krótko wiec pani dodała bez namysłu jakieś leki przeciw grzybiczne (dodatkowo jakies 30 zł do poprzedniej ceny leków ) czyli wizyta + leki niecałe 300 zł…. i efekt ten sam 😀 .(czyli 550 zł a ja dalej w ….) wiec poszedłem do trzeciego lekarza i dopiero tam pani powiedziała mi co moze byc przyczyną (oczywiscie tez przypisała mi leki takie jak jej poprzedniczki) ale przestrzegła mnie ze lecze objawy a nie przyczyny wiec to i tak wróci…. wiec pytam co jest przyczyną powiedziała iu tu cytuje „nie wiem… ” 😀 załamałem ręce po chwili jednak powiedziała ze przyczyn moze byc kilka i tu też cytuje ” TOKSYNY. hormony, stres i cos tam jeszcze nie pamietam ….” pomyslalem o toksynach powód ? (przeczytaj od czego zacząłem swoją historje dodam jeszce ze jestem palaczem (starającym rzucic 😀 ) a wiec wziąłem sie za lektóre o toksynach i tp itd głównie bajki tez nie wierze w plasterki na stupkach ale przeprowadziłem pierwszą diete (pełna w witaminy minerały błonnik zdrowe weglowodany itp itd.) nie była to dieta typu detoks.. oczywiscie zero alkoholu i tez cwiczyłem bieganie głownie + sauna wszystko fajnie pieknie bez leków i porad lekarzy wyleczyłem sie z nadpotliwosci oczywiscie na niedługi czas bo po 3-4 miesiącach było wesele i długi urlop znowu zacząłem palic zarzuciłem trening no i diete (doszedł tez alkohol) wiec stopy wróciły i tak przez 2 miesiące znopwu zbierałem siły zeby podejsc do zdrowego trybu życia z tym ze teraz chciałem zastosować najpierw jedną z tych diet odtruwających i o dziwo po 2 dniach (przy tamtej diecie doiero po 12 dniach ) pozbyłem sie nadpotliwosci dieta polegała na piciu duzej ilosci wody i jedzeniu tylko warzyw bogatych w utleniacze czy oksydant( nie wiem jak to sie pisze mysle ze rozumiesz) 4-tego dnia zacząłem wprowadzac kolejne artykuły z m,ojej listy (poprzedniej diety) az po 14 dniach znowu byłem na pełnej diecie (bogfatej we wszystko…. chyba dodam ze ciągle ją urozmaicam) dodam ze przy diecie odtruwającej uzywałem pwnego produktu marki „cudowne odtrucia” …. moze nie on moze to warzywa ale cos pomogło i nie jestem zwolennikiem takich diet (ponoc trzeba je powtarzc) Co do diet typu detoks powiem tak: ja musiałem mi pomogło jezeli nie masz dolegliwosci nie rób i broń boże nie kupuj leków marki detoks nawet jezeli one działają (jeden pryszcz wiecej na dupie to żadna dolegliwość…)wystarczy zdrowo sie odzywiac bez detoksu i super leków. żal mam tylko do lekarzy którzy z jednej strony wypowiadają sie na temat takich leków jakim naiwnym trzeba byc człowiekiem zeby to kupować kiedy sami swoim pacjentom nie są wstanie pomóc bo nie potrafią sie zainteresować ja sie nie dziwie ze ludzie wywalaja kupe kasy na takie rzeczy skoro ich lekarz ma ich w du… tonący brzytwy sie chwyta . gdyby lekarz pierwszego kontaktu (chyba nie wspomniałem o nim wsumie nie było oczym ….) zamiast mnie odsyłać spytał jak to wygląda spytał o mój tryb życia o co kolwiek gdyby po prostu chciał to zaoszczędziłbym naprawde kupe kasy sami dermatolodzy: 450 zł leki : ok.350 żł buty…. nawet nie licze bo szkoda nerwów….
    Podsumowując jezeli chodzi o detoks i toksyny w organizmie to cos w tym jest mam zamiar sie wybrac do lekarza na przebadanie wątroby nerek i ogólnie sprawdzić siebie ( nie wiem ile to portrwa ale jak boga kocham nie zapłace ani złotówki wszystko robie na ubezpieczenie za które płace: chorobowe 138.97 zł wypadkowe 83.38 zł zdrowotne 440.50 zł .
    Toksyny w organiźmie są i tu nie trzeba badań wystarczy poczekać jak wprowadzą zdjęcia na paczkach papierosów … (nam takie zafundowała dyrektorak w liceum na korytarzu) jak są w płuchac u palacza to dlaczego nie gdzie indziej. a moze sie myle czekam na odp…

  17. Na bogato wypowiedz!!!.Lekarze tacy byli i tacy beda z powolania i nie( jak kazdy zawod.)Nie trzeba uczonych ale potrzeba wiecej uzywac mozgu.Orzechy wloskie na kore mozgowa najlepszy detoks,moga byc i nalewki z orzecha byle by cos wciskac do mozgu jak ciemnoty wciskaja.Mozgu by wiedziec ze wszystko w nadmiarze szkodzi.Co Cie nie zabije to Cie wzmocni !!!glodowki bliskie smierci i inne bzdury.

  18. Z opinią, że jakość jedzenia nie wpływa na nasze zdrowie na pewno się nie zgodzę i to, czy oraz jak bardzo są np. pryskane warzywa i owoce nie wpływa na nasze zdrowie to bardzo odważne stwierdzenie. Jakość naszej diety wpływa na układ immunologiczny oraz na stan/funkcjonowanie naszego organizmu. Nasza dieta to podstawa naszego zdrowia. A to czy wydajnie jesteśmy w stanie usuwać szkodliwe związki z organizmu zależy m.in. od sprawnosci naszych systemow metabolizujacych je, immunologicznych (kwestia odporności) – na to wszystko wplywa jakosc jedzenia! Osobnicze roznice stanowia o tym, ze u niektorych systemy metabolizujace toksyny dzialaja lepiej lub gorzej, tak samo jest z ukladem odpornosciowym. Wiem bardzo dobrze jaka iloscia (pestycydow) pryska sie rosliny na kazdym etapie rozwoju, ktore jemy. A jedzenie w McDonalds? Oczywistym jest, ze jeden hamburger nie zrobi niczego zlego, ale prosze sobie uzmyslowic skale stosowanych konserwantow we wszystkim, co spozywamy. Inny przyklad: zwykle kosmetyki jak kremy do twarzy- jesli zrobie je sama, z minimalna iloscia konserwantow (wazne max pol roku, a nie kilka lat jak w przypadku sklepowych), na czystych certyfikowanych skladnikach roslinnych i co sie okazuje? Ze nagle tradzik, zaskorniki sie nie pojawiaja. I nie jestem jedyna osoba, majaca takie doswiadczenie. Jest to prosty przyklad niestosowania szerokopojetej chemii, ktory mozemy bardzo latwo ocenic golym okiem.

  19. Panowie, dziękuję. Robicie wielką robotę. To co robi internet w głowach młodych ludzi to robi się już bardzo niebezpieczne; będzie z tego niezły bajzel. Generalnie ludzie nauki powinni coś z tym zrobić. Zwykli ludzie nie potrafią dokonać naukowej weryfikacji bzdur znajdowanych w necie, w dodatku te bzdury same obwołują się „naukowymi”, z całą listą cytowań, nie do ogarnięcia dla laika… Czasami po latach coś się przebiję, że badania były naciągane, nie spełniały norm albo zostały zmyślone, a do tego czasu i na zawsze zresztą zostaje to w sieci.Co rusz natykam się na niby to rozsądnych ludzi, w kółko oczyszczających wątrobę, nerki, odkwaszających organizm, usuwających kamienie kałowe, odgrzybiających się, odrobaczających się, jedzących już tylko surowe (masakra, to po co żyć?) i eko (czy to ma sens, nie mają czasu sprawdzać, aby miało etykietę). Wszystko to kosztuje dużo więcej, niż normalne, zdroworozsądkowe zdrowe jedzenie i zabiera masę czasu… Komentujcie, wyjaśniajcie to wszystko! Ale możecie zostać zalani tym nowym biznesem żerującym na głupocie ludzi; w wyszukiwarce w końcu Was znalazłem, ale po długich poszukiwaniach. POZYCJONOWANIE! Kosztuje, wiem. Znajdźcie sponsorów! Granty! Powodzenia!

  20. Proszę o opinię na temat cudownych kuracji (dieta, sok jabłkowy itp.) pozbawiających kamieni nerkowych (niby je rozpuszczają, albo „zmiękczają” na tyle + powiększenie/otwarcie przewodów, że wychodzą bezboleśnie.Rzeczywiście, coś z kałem wychodzi, jakieś zielone, miękkie grudki…Cała masa tego, aż dziw bierze, gdzie w wątrobie to się ma mieścić. A opinie lekarzy, że kamienie są nierozpuszczalne i tylko operacja, to tylko dbanie o swój biznes (operacyjny etc.)!?

  21. Male pytanie. Jestem sceptykiem ale takze praktykiem. Jak cos dziala to dziala i nie interesuja mnie jakies pseudo naukowe wywody. Tym bardziej ze dzis juz nie prowadzi sie dyskusji ale dyskursy i nie osiaga sie kompromisow a konsensus. Jednak do rzeczy. Cale zycie odzywialem sie tzw. zbilansowana dieta, czyli: chude mieso, ryby, zdrowe tluszcze, jaja,miod no i oczyeiscie jako podstawa warzywa i owoce. Wszystko z wlasbego ogrodka, polowu, polowania lub zevrane z lasu. Duzo od wuja z farmy. Duzo ruchu a alkoholu praktycznie sladowe ilosci. Nie powiem, ze czulem sie tragicznie. Czulem sie dobrze. Badalem sie regularnie i bylo wszystko idealne. Zaczalem sie meczyc i to strasznie. Zaczalem przybierac na wadze. Nie przebylem zadnej ciezkiej choroby, infekcji czy zatrucia. Jadlem to co zawsze. Ruchu tyle samo. Badania zajely 11 miesiecy i pochlonely mala fortune. Lekarz stwierdzil poczatki astmy i alergii na pylki. Zrobil tez badania zywej kroplii krwi inokazalo sie ze jest nieciekawie. Moja krew przenosila malo tlenu. Do tego zaczely sie bole w kolanach. Zakazal mi plywania i biegania a takze treningu obwodowego. Bylem zdruzgotany. Nigdy sie nie obrzeralem. Spotkalem znajomego ze studiow. Co ciekawe inzynier tak jak ja. Zaczal mi opowiadac o fitoterapii, jodze, ajurwedzie, akupunkturze i innych takich. Zaczalem sie z niego smiac. Powiedzialem „Adam przeciez ty jestes inzynierem. Jak ty mozesz wierzyc w takie bzdury?” Lekarz powiedzial ze Joga moze byc wiec postanowilem sprobowac. Tam poznalem ludzi ktorych nazywalem do tej pory nawiedzonymi hipsterami. Zaczalem pic wiele ziolowych mieszanek, zaczalem medytowac, zaczalem stosowac wiele egzotycznych przypraw. No i zaczalem stosowac glodowki czy jak kto woli posty. Dieta to praktycznie czysta surowizna. Warzywa, owoce plastry miodu (nie zolte plyny zwane miodem), surowe ryby, jajka i od swieta oczywiscie tatar. Mleko od kozy czy krowy. Po 18 miesiacach czulem sie jak mlody Bog. Poszedlem do lekarza i nie mogl uwierzyc. Astmy brak, natlenienie krwi wyzsze niz przecietne i co ciekawe niski poziom leukocytow (mojej krwi juz nie chca choc jestem honorowym dawca). Alergia minela a bol w kolanie to juz inna historia. Pewnego razu zdecydowalem sie na akupunkture. Co ciekawe koles wbil mi igly miedzy lopatki i w posladki i jeszcze kilka innych miejsc. Nogi mi znieczulilo po czym poczulem taki ogien ze myslalem iz plone. Nastepnie skurcz taki ze palce stop niemal dotykaly piszczeli. Od tego czasu mam spokoj z kolanami. Po 3 miesiacach od tego czasu przebieglem kilka maratonow i triathlonow. Do czego daze? Do tego iz sam wywodze sie s tego sceptycznego prawopolkolowego srodowiska. Nie twierdze, ze nie ma naciagaczy i dyrdymalow ale z drugiej strony pakowanie wszystkiego co nie podpina sie pod teoria naukowe do jednego worka jako zabobonow i czary mary jest nie lepsze. Na dobra sprawe wiemy nie znowu az tak duzo o ludzkim organizmie. Zapomnialem tez dodac, ze moj umysl stal sie jasniejszy i odczuwam ogromny spokoj. Wciaz jestem inzynierem pasjonatem ale interesuje sie tez sfera duchowa. Stalem sie jakby pelniejszym czlowiekiem o szerszym horyzoncie. Nie latam jednak do sklepow po jakies nowinki i nie wydalam jakis mitycznych zlogow. Niemniej uwazam, ze w tradycyjnej wiedzy wschodu i nie tylko cos jest. Nalezy moze dodac ze w Chinach przy szpitalach sa centra tradycyjnej medycyny i dopiero jak.tam nie uda sie zwalczyc dolegliwosci kieruje sie delikwenta do szpitala. Co jak co ale Chinczycy raczej sa pragmatyczni i inteligentni wiec bez powodu by tego nie robili.

Trackbacks/Pingbacks

  1. „Detox” = ściema | Klub Sceptyków Polskich | Blog Norberta - [...] „Detox” = ściema | Klub Sceptyków Polskich. [...]
  2. Otwarte umysły – usuwanie toksyn | Filakterium - [...] Całość komentarza sceptykówtutaj. [...]
  3. Firmy deklarują ujawnienie wyników badań! | Klub Sceptyków Polskich - [...] i „niewyjaśnionych” metodach produkcji cukierków homeopatycznych lub oszukanych produktach „medycyny” [...]

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama (kliknięcie wspiera KSP)
Reklama (KSP nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam!)